Dzisiaj będzie historia z jednej z moich ostatnich fortec, historia która powinna skończyć się inaczej.
Krasnoludy przybyły do Niralthur wiosną 76 roku i prędko rozpoczęły pracę. Dość szybko postanowiono wybudować wodospad, który pięknie płynął samym środkiem głównej sali w której gromadzili się mieszkańcy. Każdy, nawet nowo przybyli imigranci, posiadał piękną kwaterę ze ścianami pokrytymi płaskorzeźbami wykonanymi przez mistrza kamieniarstwa. Jedzenia i to najwyższej jakości nie brakowało, ponieważ rozpoczęto hodowlę indyków i pawi. Myśliwy przynosił coraz to ciekawsze okazy zwierzyny, a kucharz z wprawą przygotowywał posiłki. Alkohol lał się strumieniami, a burmistrz rozkazał zbudować kuźnię i piece hutnicze, gdy nagle stało się niespodziewane.
W sielankowej okolicy, której nie nawiedziały nawet gobliny czy koboldy i ich złodziejscy zwiadowcy, ziemia zadrżała. Na skraju lasu, przy strumieniu pojawił się leśny tytan, Ud Kuspmospstuzang Arospslospo, który wyczuwał bezbłędnie, że w okolicy jest mnóstwo stworzeń, które nie poznały jego gniewu. Był on gigantyczną jaskółką, która nie dość, że posiadała ogromne dzioboszczęki, to nie zapomniała umiejętności latania. Całości dopełniała pustka w miejscu, w którym normalny ptak posiada oczy. Stwór wzbił się w powietrze i szybko podleciał w stronę uwiązanych na pastwiskach zwierząt.
Osioł i kilka jaków nie zauważyło nawet napastnika, momentalnie stanęły w płomieniach. Okazało się, że Ud Kuspmospstuzang posiada jeszcze jedną cechę - zieje kulami ognia. Krasnoludy poczuły, że coś jest nie tak, kiedy wejście do fortecy zaczęło się palić. Kula ognia spadały jedna po drugiej i spalały trawę i drzewa wokół. Idylliczna forteca powoli zmieniała się w płonące ruiny, podczas gdy krasnoludy naprędce formował oddziały zbrojne wyposażone w kusze i pięści (nikt wcześniej nie myślał o tym, że przydadzą się miecze czy młoty, o regularnych treningach nie wspominając). Tytan szybko rozprawiał się z tym pospolitym ruszeniem, wychodząc prawie bez szwanku. W końcu znalazł się w fortecy i rozpoczął mozolne wyprawę w głąb.
Kolejne krasnoludy ginęły w wąskich korytarzach poparzone i stopione przez ogniste kule gigantycznej jaskółki. Ud nie przewidział tylko jednego, jego ognista broń zaczęła w niewielkich pomieszczeniach wyrządzać krzywdę także jemu, z jego całego ciała wytopił się tłuszcz. Nie zmieniło to jednak jego celu, którym było pozbycie się wszelkich krasnoludów ze swojej okolicy.
Burmistrz, który w przypływie energii został dowodzącym jednego z oddziałów, a teraz, zmizerniały, siedział w sali spotkań i patrzył tępo na wodospad. Wiedział że to już koniec. Z fortecy pozostały gruzy, zwierzęta w większości wybite, warsztaty i pomieszczenia nie oparły się niszczycielskiemu działaniu ognia. Z liczącej ponad sto pięćdziesiąt osób społeczności przeżył jedynie burmistrz oraz jeden z chłopców, Zuglar Limulbetan, wyjątkowo szybki i zręczny. Głośne kroki i skrzek zwiastowały zmniejszenie się stanu mieszkańców o jednego.
Po dobiciu krasnoluda, tytan wyczuł jeszcze jedną obecność. Skierował się w dół, mijając opustoszałe kurniki, których mieszkańcy rozpierzchli się po całej fortecy. Ud Kuspmospstuzang Arospslospo nie zwracał uwagi na pięknie dekorowane ściany i podłogi, jego jedynym celem było znalezienie ostatniej żyjącej istoty. W końcu dotarł do jadalni, w której spotkał swojego przeciwnika. Chłopiec drzemał na podłodze, kiedy pierwsza kula przeleciała koło niego i uderzyła w ścianę. Szybko zerwał się na nogi i w blasku ognia zauważył, że w drzwiach stoi monstrum. Nie było możliwości przecisnąć się koło tytana, Zuglarowi pozostała tylko jedna możliwość - biegać i unikać płonących kul tak długo aż potwór odsunie się od drzwi. To samo przeczuwał tytan, dlatego nie ruszał się i ostrzeliwał dziecko bez przerwy, jednakże całkowicie bezskutecznie. Od wysokiej temperatury zaczęła palić się odzież Zuglara, ale nie mógł nic na to poradzić. Był coraz bardziej zmęczony, a stwór nie przestawał atakować. Stała się jednak rzecz niespodziewana - do pokoju wbiegł indyk, a tytan, nie wiedzieć czemu skierował cały swój gniew na gulgoczącego intruza.
Zuglar wbiegł za rząd stołów i stracił przytomność... Kiedy ocknął się, indyk wciąż biegał, mimo że płonął, ale tytan wciąż stał w drzwiach. Pomieszczenie wypełnione było dymem, tak że chłopiec nie zauważył kiedy czaszka tytana wybuchła. Ud Kuspmospstuzang Arospslospo zdziwiony tym wydarzeniem, zrobił kilka kroków do przodu, a chłopiec szybko wybiegł z jadalni. Minął zaskoczonego kusznika, który właśnie ładował kolejny stalowy bełt do swojej broni i dopadł do magazynu z winem. Okazało się, że grupka krasnoludów, zainteresowana bogactwami fortecy, przybyła właśnie i mimo strachu, postanowiła zbadać zgliszcza.
Kilka dni później rozpoczęto sprzątanie fortecy, Zuglar leżał w łóżku i beznamiętnie patrzył w sufit. Wszyscy z drużyny, która przybyła i przypadkiem go uratowała nie żyli, za wyjątkiem kamieniarza, który zapamiętale tworzył trumy, oraz kusznika, który został myśliwym i przebywał z dala od fortecy. Poparzenia oraz szał spowodowany widokiem gigantycznej ilości okaleczonych ciał wykończył resztę. Jednakże gdy po kilku miesiącach przybyła kolejna grupa, większość krasnoludów została już pochowana. Forteca powoli wracała do życia.
Zuglar zmarł po pewnym czasie, a jego nagrobek znajduje się w najbardziej okazałym miejscu podziemnego ogrodu ze statuami. Krasnoludy często wspominają jego poświęcenie podczas zabaw tam organizowanych.
A indyk? Indyk dawno zapomniał o całej sprawie i mieszka z innymi gulgoczącymi w kurniku.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowieść. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowieść. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 11 sierpnia 2013
wtorek, 25 grudnia 2012
Zimowa forteca
Z okazji świąt postanowiłem znowu zagrać w Dwarf Fortress i zbudować sobie zimową twierdzę. Wybrałem spokojne miejsce, bez żadnych niespodzianek większych i rozpocząłem budowę.
Na początek powstała farma z plump helmetsami, najprostszymi grzybami które nie dość że rosną przez cały rok, to na dodatek nadają się do jedzenia zarówno na surowo, jak i po ugotowaniu. Można z nich także robić krasnoludzkie wino. Jest to według mnie podstawa istnienia twierdzy, szczególnie wtedy, kiedy nie chce się bawić w rzeźników i kuchnie. Miałem szczęście, bo niezbyt głęboko znajdowała się glina, na której można tworzyć farmy bez nawadniania(wszędzie wokół nie dość że woda była zamarznięta, to na dodatek słona).
Następnie powstały pastwiska dla kur, gęsi i reszty drobiu, a także dla owiec, które chciałem przeznaczyć na wełnę. Dopiero później okazało się, że drób może sobie bez problemu mieszkać pod ziemią, co wykorzystałem w kolejnych grach. Stworzyłem też warsztaty kamieniarza, craftsdwarfa oraz stolarza. Kazałem im budować drzwi, łóżka i 3 grzędy (nest box).
Łowca rozpoczął polowania, a moi górnicy zostali zaprzęgnięci do stworzenia pierwszych korytarzy i miejsca spotkań dla krasnoludów. Powstały też magazyny, w których farmer zaczął składować grzyby i nasiona, jako że plump helmetów było coraz więcej, to szybko zbudowałem destylernię i już niedługo potem w składziku pojawiły się beczki grzybowego wina.
Kolejnym priorytetem było stworzenie pokoi dla moich podopiecznych, każdy z nich otrzymał mieszkanko z 4x1, plus drzwi oraz łóżko. Na początek musi im to wystarczyć, później najlepszym buduję ładniejsze pokoje.
Forteca szybko okazała się spokojnym, nudnym wręcz miejscem, dlatego postanowiłem poszukać jaskiń w których czekać mnie będzie coś ciekawego. Długie i monotonne kopanie wgłąb i wszerz nie dało oczekiwanych rezultatów a trwało naprawdę długo. Jednak wspomniana wcześniej sielanka nie trwała dlugo! Goblin próbował porwać małe krasnoludy, został jednak szybko odparty przez oddział sklecony na prędce z losowych mieszkańców fortecy (dowódcą był...krawiec, ale jak widać wystarczyło).
Postanowiłem że należy zadbać o bezpieczeństwo fortecy i zbudowałem szereg pułapek z klatkami przy samym wejściu i w korytarzu prowadzącym do środka.
Nagle pojawił się komunikat o przybyciu nowego przeciwnika. Dziecko owcołak (weresheep) z jednym wielkim błękitnym okiem pojawiło się niedaleko mojej fortecy. Nieprawdopodobnie szybko zaatakował znajdujące się nieopodal kurczaki i..zniknął.
Kilka dni później rozpoczęło się oblężenie goblinów z toporami. Kilku wpadło w pułapki i zostało zamkniętych w klatkach, reszta natomiast, pomimo moich wysiłków wybiła całą fortecę, wyłączając burmistrza który się gdzieś zamknął i jedno dziecko, które spędziło cały atak w warsztacie. Jednakże oni także zostali zabici.
Przy okazji stałem się ofiarą bugu, który polega na tym, że jeżeli część armii atakujących zostanie złapana w pułapkę, to reszta goblinów będzie stała i czekała nie wiadomo na co koło pułapek. Możliwe że gdyby nie ten problem, to gobliny zrezygnowałyby z oblężenia i chociaż kilku krasnoludów przeżyło by atak.
Tak zakończyło się życie Zimowej Fortecy.
Na początek powstała farma z plump helmetsami, najprostszymi grzybami które nie dość że rosną przez cały rok, to na dodatek nadają się do jedzenia zarówno na surowo, jak i po ugotowaniu. Można z nich także robić krasnoludzkie wino. Jest to według mnie podstawa istnienia twierdzy, szczególnie wtedy, kiedy nie chce się bawić w rzeźników i kuchnie. Miałem szczęście, bo niezbyt głęboko znajdowała się glina, na której można tworzyć farmy bez nawadniania(wszędzie wokół nie dość że woda była zamarznięta, to na dodatek słona).
Następnie powstały pastwiska dla kur, gęsi i reszty drobiu, a także dla owiec, które chciałem przeznaczyć na wełnę. Dopiero później okazało się, że drób może sobie bez problemu mieszkać pod ziemią, co wykorzystałem w kolejnych grach. Stworzyłem też warsztaty kamieniarza, craftsdwarfa oraz stolarza. Kazałem im budować drzwi, łóżka i 3 grzędy (nest box).
Łowca rozpoczął polowania, a moi górnicy zostali zaprzęgnięci do stworzenia pierwszych korytarzy i miejsca spotkań dla krasnoludów. Powstały też magazyny, w których farmer zaczął składować grzyby i nasiona, jako że plump helmetów było coraz więcej, to szybko zbudowałem destylernię i już niedługo potem w składziku pojawiły się beczki grzybowego wina.
Kolejnym priorytetem było stworzenie pokoi dla moich podopiecznych, każdy z nich otrzymał mieszkanko z 4x1, plus drzwi oraz łóżko. Na początek musi im to wystarczyć, później najlepszym buduję ładniejsze pokoje.
Forteca szybko okazała się spokojnym, nudnym wręcz miejscem, dlatego postanowiłem poszukać jaskiń w których czekać mnie będzie coś ciekawego. Długie i monotonne kopanie wgłąb i wszerz nie dało oczekiwanych rezultatów a trwało naprawdę długo. Jednak wspomniana wcześniej sielanka nie trwała dlugo! Goblin próbował porwać małe krasnoludy, został jednak szybko odparty przez oddział sklecony na prędce z losowych mieszkańców fortecy (dowódcą był...krawiec, ale jak widać wystarczyło).
Postanowiłem że należy zadbać o bezpieczeństwo fortecy i zbudowałem szereg pułapek z klatkami przy samym wejściu i w korytarzu prowadzącym do środka.
Nagle pojawił się komunikat o przybyciu nowego przeciwnika. Dziecko owcołak (weresheep) z jednym wielkim błękitnym okiem pojawiło się niedaleko mojej fortecy. Nieprawdopodobnie szybko zaatakował znajdujące się nieopodal kurczaki i..zniknął.
Kilka dni później rozpoczęło się oblężenie goblinów z toporami. Kilku wpadło w pułapki i zostało zamkniętych w klatkach, reszta natomiast, pomimo moich wysiłków wybiła całą fortecę, wyłączając burmistrza który się gdzieś zamknął i jedno dziecko, które spędziło cały atak w warsztacie. Jednakże oni także zostali zabici.
Przy okazji stałem się ofiarą bugu, który polega na tym, że jeżeli część armii atakujących zostanie złapana w pułapkę, to reszta goblinów będzie stała i czekała nie wiadomo na co koło pułapek. Możliwe że gdyby nie ten problem, to gobliny zrezygnowałyby z oblężenia i chociaż kilku krasnoludów przeżyło by atak.
Tak zakończyło się życie Zimowej Fortecy.
niedziela, 14 października 2012
Pierwsza forteca...
Pierwszy krok w Dwarf Fortress to najtrudniejszy moment.
Miejsce na nowy dom dla krasnoludów wybrałem losowo, szczęście całe że nie trafiłem na żadne warstwy wodonośne(aquifer), ale niestety i drzew nie było zbyt dużo. Klimat umiarkowany, ciepło, miejsce bez żadnych przykrych sąsiadów. Jednym słowem nie najgorsze miejsce na start.
Koty biegały i ganiały żaby, gdyż niedaleko znajdowało się małe bajorko, psy czujnie obserwowały okolicę. Po pewnym czasie, okazało się że wszędzie leżą jakieś fioletowe trupki(jak się okazało, truchła wszelkich stworzeń wykończonych przez koty). Należało coś zrobić, bo krasnoludy zaczęły się niecierpliwić.
Postanowiłem wybudować im schody wgłąb ziemi. Mój plan przez brak umiejętności i zrozumienia dla mechaniki gry spalił na panewce, dlatego do zagłębienia się używałem kanału(rowu-channel), jak się okazało krasnale świetnie wchodzą i wychodzą z niego, szybko powstało pierwsze pomieszczenie. Jeden z krasnoludów został najęty do ścinania drzew, których niestety okazało się być strasznie mało. Następnie utworzyłem warsztat kamieniarza i stolarza, pojawiły się też pierwsze trzy łóżka. Wiadomo - zadowolony dorf to wyspany dorf(i pijany!).
Kolejne pomieszczenia powstawały bez ładu i składu, ale po chwili zacząłem kopać wgłąb, wciąż używając do tego kanałów. Odnalazłem masę bardzo potrzebnych minerałów oraz, uwaga, platynę i złoto. Problem w tym że całkowicie bezużyteczne dla takiego gracza jak ja. Na poziomie z największą ilością złota zaznaczyłem gigantyczny teren do przekopania i wróciłem myślami na powierzchnię.
Okazało się że nikt niczego tam nie robi... Szybko postawiłem bimbrownię i kazałem jednemu z podopiecznych się nią zająć. Równocześnie powstawały beczki, dwa stoły i kolejne łóżka. Pokusiłem się o stworzenie uprawy grzybów, ale niestety coś nie wyszło. Niezrażony niepowodzeniem, postanowiłem sprawdzić, co się stanie gdy przebiję ścianę przylegającą do wcześniej wspomnianego bajorka z żabami.
Całe szczęście że było naprawdę niewielkie, woda szybko wyschła, pozostało błoto.
W tym samym czasie postanowiłem wybudować jakiś pokój do spotkań, zaznaczyłem teren i... nikt nie przyszedł. Zaświtało mi w głowie, że może moi górnicy śpią albo jedzą. Po pewnym czasie przypomniałem sobie o ich pracy przy wydobyciu złota. Okazało się, że biedacy przy okazji rycia kolejnego chodnika, usunęli sobie rampę po której do pomieszczenia weszli. Kilka dni bez jedzenia i wody zrobiło swoje. Jeden z nich miał tyle siły, że udało mi się przekuć kawałek ściany, zbudować rampę i wrócić do "fortecy" ale... zmarł an schodach z pragnienia. Pozostali niestety nie mieli siły nawet wydostać się z kopalni. Teraz leżą tam i gniją(ciekawe jak stworzyć trumny).
Zasmucony, postanowiłem porzucić fortecę, ale coś dziwnego zwróciło moją uwagę. W moim składziku jedzenia było BARDZO fioletowo. Sprawdziłem - miasma! Trujące wyziewy proszę państwa! Ale skąd?! Wyjaśnienie było bardzo proste. W moim składzie zadomowiły się chomiki(nie spodziewałem się) oraz kilka jaszczurek. Zainteresowały się nimi koty, które po pozbyciu się problemu jednak nie posprzątały po sobie. No i zwłoki zaczęły gnić. Szybko przemianowałem jednego z farmerów na kopacza i przebiłem sufit nad samym epicentrum zgnilizny. Fioletowa mgła zniknęła, po chwili stworzyłem śmietnik poza fortecą i tam zostały przeniesione resztki chomików.
Miałem więc kilku krasnoludów nierobów, jednego biednego kopacza z bożej łaski oraz grupkę psów i kotów. Na domiar złego, coraz bliżej zapuszczali się dziwni osobnicy oznaczeni literą S na mapie. ŚLIMAKOLUDZIE! Nie wiedziałem czy to coś groźnego czy też nie, ale postanowiłem zrezygnować z dalszej gry w tej fortecy, już po raz drugi. I po raz drugi coś mnie odwiodło od tego planu-nie dość że jedna z suk urodziła 3 małe szczeniaki, to do mojego państewka dotarło 5 dorfów, w tym trójka dzieci.
Z ich pomocą wybudowałem duże pomieszczenie i zrobiłem tak miejsce spotkań, gdzie z przyjemnością przeniosły się moknące krasnoludy, podobnie zresztą jak zwierzęta. W tym momencie jeden z mieszkańców obwieścił że skończyło się jedzenie.
Tym razem zapisałem grę, obiecując sobie że jeszcze do tego problemu wrócę, a na razie postaram się nauczyć produkcji jedzenia w innej fortecy.
PS. Właśnie zauważyłem że posiadam młodego osła... Wbrew pozorom na obrazku to nie jest lawa, tyko czerwony piaskowiec.
Miejsce na nowy dom dla krasnoludów wybrałem losowo, szczęście całe że nie trafiłem na żadne warstwy wodonośne(aquifer), ale niestety i drzew nie było zbyt dużo. Klimat umiarkowany, ciepło, miejsce bez żadnych przykrych sąsiadów. Jednym słowem nie najgorsze miejsce na start.
Koty biegały i ganiały żaby, gdyż niedaleko znajdowało się małe bajorko, psy czujnie obserwowały okolicę. Po pewnym czasie, okazało się że wszędzie leżą jakieś fioletowe trupki(jak się okazało, truchła wszelkich stworzeń wykończonych przez koty). Należało coś zrobić, bo krasnoludy zaczęły się niecierpliwić.
Postanowiłem wybudować im schody wgłąb ziemi. Mój plan przez brak umiejętności i zrozumienia dla mechaniki gry spalił na panewce, dlatego do zagłębienia się używałem kanału(rowu-channel), jak się okazało krasnale świetnie wchodzą i wychodzą z niego, szybko powstało pierwsze pomieszczenie. Jeden z krasnoludów został najęty do ścinania drzew, których niestety okazało się być strasznie mało. Następnie utworzyłem warsztat kamieniarza i stolarza, pojawiły się też pierwsze trzy łóżka. Wiadomo - zadowolony dorf to wyspany dorf(i pijany!).
Kolejne pomieszczenia powstawały bez ładu i składu, ale po chwili zacząłem kopać wgłąb, wciąż używając do tego kanałów. Odnalazłem masę bardzo potrzebnych minerałów oraz, uwaga, platynę i złoto. Problem w tym że całkowicie bezużyteczne dla takiego gracza jak ja. Na poziomie z największą ilością złota zaznaczyłem gigantyczny teren do przekopania i wróciłem myślami na powierzchnię.
Okazało się że nikt niczego tam nie robi... Szybko postawiłem bimbrownię i kazałem jednemu z podopiecznych się nią zająć. Równocześnie powstawały beczki, dwa stoły i kolejne łóżka. Pokusiłem się o stworzenie uprawy grzybów, ale niestety coś nie wyszło. Niezrażony niepowodzeniem, postanowiłem sprawdzić, co się stanie gdy przebiję ścianę przylegającą do wcześniej wspomnianego bajorka z żabami.
Całe szczęście że było naprawdę niewielkie, woda szybko wyschła, pozostało błoto.
W tym samym czasie postanowiłem wybudować jakiś pokój do spotkań, zaznaczyłem teren i... nikt nie przyszedł. Zaświtało mi w głowie, że może moi górnicy śpią albo jedzą. Po pewnym czasie przypomniałem sobie o ich pracy przy wydobyciu złota. Okazało się, że biedacy przy okazji rycia kolejnego chodnika, usunęli sobie rampę po której do pomieszczenia weszli. Kilka dni bez jedzenia i wody zrobiło swoje. Jeden z nich miał tyle siły, że udało mi się przekuć kawałek ściany, zbudować rampę i wrócić do "fortecy" ale... zmarł an schodach z pragnienia. Pozostali niestety nie mieli siły nawet wydostać się z kopalni. Teraz leżą tam i gniją(ciekawe jak stworzyć trumny).
Zasmucony, postanowiłem porzucić fortecę, ale coś dziwnego zwróciło moją uwagę. W moim składziku jedzenia było BARDZO fioletowo. Sprawdziłem - miasma! Trujące wyziewy proszę państwa! Ale skąd?! Wyjaśnienie było bardzo proste. W moim składzie zadomowiły się chomiki(nie spodziewałem się) oraz kilka jaszczurek. Zainteresowały się nimi koty, które po pozbyciu się problemu jednak nie posprzątały po sobie. No i zwłoki zaczęły gnić. Szybko przemianowałem jednego z farmerów na kopacza i przebiłem sufit nad samym epicentrum zgnilizny. Fioletowa mgła zniknęła, po chwili stworzyłem śmietnik poza fortecą i tam zostały przeniesione resztki chomików.
Miałem więc kilku krasnoludów nierobów, jednego biednego kopacza z bożej łaski oraz grupkę psów i kotów. Na domiar złego, coraz bliżej zapuszczali się dziwni osobnicy oznaczeni literą S na mapie. ŚLIMAKOLUDZIE! Nie wiedziałem czy to coś groźnego czy też nie, ale postanowiłem zrezygnować z dalszej gry w tej fortecy, już po raz drugi. I po raz drugi coś mnie odwiodło od tego planu-nie dość że jedna z suk urodziła 3 małe szczeniaki, to do mojego państewka dotarło 5 dorfów, w tym trójka dzieci.
Z ich pomocą wybudowałem duże pomieszczenie i zrobiłem tak miejsce spotkań, gdzie z przyjemnością przeniosły się moknące krasnoludy, podobnie zresztą jak zwierzęta. W tym momencie jeden z mieszkańców obwieścił że skończyło się jedzenie.
Tym razem zapisałem grę, obiecując sobie że jeszcze do tego problemu wrócę, a na razie postaram się nauczyć produkcji jedzenia w innej fortecy.
PS. Właśnie zauważyłem że posiadam młodego osła... Wbrew pozorom na obrazku to nie jest lawa, tyko czerwony piaskowiec.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
